czwartek, 20 października 2016


Pourodzinowe placki jogurtowo-kukurydziane. Bezcukrowe, ale z ksylitolem. Ponury, jesienny ranek. Dzień jak wczoraj. Jutro będę już kawałek stąd.

wtorek, 18 października 2016









A to zeszły weekend. Cały w Warszawie i cały z nim. 
Z dyniowo-halloweenowym lampionem, Carrie, Halloween, grami planszowymi w Między wierszami i grzanym winem. Wspaniały mroźny weekend z Parkiem Skaryszewskim i spotkaniem w piątek. Tak, to zdecydowanie lepszy październik niż ostatnio.

czwartek, 13 października 2016


Czwartek. Środek października.
Przyjęcie na podyplomówkę i wygrzebana z szafki lustrzanka analogowa. Marzy mi się znów wiele. Pewnie dlatego, że październik, dobre spotkanie, nerw jesieni.

niedziela, 9 października 2016


Niedziela w deszczu. 
Z marchewkowym ciastem, grą i wieczornym pociągiem. Tak już teraz będzie.

czwartek, 6 października 2016


Dziś tak dziwnie.
Między kilkoma książkami, zdjęciami i deszczem. Soczyste kolory zaokiennych drzew. Wolne. Ja i czas chyba się nie lubimy, bo już po 12ej, a ja zgrałam zdjęcia, drugie zdjęcia, zrobiłam wpis o Tru, zjadłam zatrważająco duże śniadanie, poczytałam Białe zeszyty, znalazłam Hobbita, na którego zwykle mam ochotę, gdy siedzę bezproduktywnie w domu i pada, powzdychałam nad obejrzaną wczoraj Jane Eyre ("Jane Eyre, ja śnię... Zbudź się więc"), przeczytałam o Thoreau, który powiedział kiedyś, że większość z nas "żyje w cichej rozpaczy", a przecież miałam... ODPOCZYWAĆ.

środa, 5 października 2016


Przyspieszony puls, igły i nerwy. 
Tak spędzam pierwsze dni października. Ale teraz ciszej. Za oknem wichury i deszcze. W domu kiełki i owoce. Może The Conjuring i trochę czytania w ciemności.

sobota, 1 października 2016


Był koniec Nowego Dworu Mazowieckiego i Modlin. 
Narew widziana przez okna pociągu. Początek października.