niedziela, 9 października 2016


Niedziela w deszczu. 
Z marchewkowym ciastem, grą i wieczornym pociągiem. Tak już teraz będzie.

czwartek, 6 października 2016


Dziś tak dziwnie.
Między kilkoma książkami, zdjęciami i deszczem. Soczyste kolory zaokiennych drzew. Wolne. Ja i czas chyba się nie lubimy, bo już po 12ej, a ja zgrałam zdjęcia, drugie zdjęcia, zrobiłam wpis o Tru, zjadłam zatrważająco duże śniadanie, poczytałam Białe zeszyty, znalazłam Hobbita, na którego zwykle mam ochotę, gdy siedzę bezproduktywnie w domu i pada, powzdychałam nad obejrzaną wczoraj Jane Eyre ("Jane Eyre, ja śnię... Zbudź się więc"), przeczytałam o Thoreau, który powiedział kiedyś, że większość z nas "żyje w cichej rozpaczy", a przecież miałam... ODPOCZYWAĆ.

środa, 5 października 2016


Przyspieszony puls, igły i nerwy. 
Tak spędzam pierwsze dni października. Ale teraz ciszej. Za oknem wichury i deszcze. W domu kiełki i owoce. Może The Conjuring i trochę czytania w ciemności.

sobota, 1 października 2016


Był koniec Nowego Dworu Mazowieckiego i Modlin. 
Narew widziana przez okna pociągu. Początek października.

czwartek, 29 września 2016


Koniec września. 
Polski horror czytany w pociągu i krótkie włosy. Chciałoby się cofnąć czas i wykreślić parę zdarzeń. Tymczasem wszystko podpisane. Przeszłość pokazuje język.

wtorek, 27 września 2016


Jesienne powroty.
Dziś tworzę w głowie książkowe zamówienie, które zrealizuję któregoś razu pod wpływem chwili. Bo jesień. Bo październik. Bo potrzebuję nowych książek, żeby mieć co dotykać i na co patrzeć.

poniedziałek, 26 września 2016


Niedzielne kasztany z warszawskich Łazienek.
Pełne garście wrześniowego słońca, powietrza i porannej mgły.
Pierwszy raz dzień był długi i na wszystko starczyło czasu.